• White Instagram Icon
  • Biały YouTube Ikona

KOH SAMUI

Przyznam szczerze, że obawiałam się komercyjności tej wyspy. Koh Samui jest czwartą co do wielkości wyspą Tajlandii, kiedyś nieznana rajska wyspa, szybko stała się ulubionym miejscem wypoczynkowym wielu turystów. Swój boom turystyczny przeszła w latach 80 i 90 XXw. gdzie nastąpił ogromny rozwój tego niegdyś prawie bezludnego skrawka ziemi. Tropikalny klimat, pocztówkowe widoki rodem z rajskich filmów, białe piaszczyste plaże i kołyszące się palmy szybko przyciągnęły ciekawych świata turystów. Przyjaźnie nastawieni, zawsze uśmiechnięci i chętni do pomocy miejscowi sprawiają, że łatwo tutaj poczuć się jak u siebie i z ciężkim sercem jest opuszczać to miejsce. Na wyspie Koh Samui spędziliśmy dwa dni i szybko doszłam do wniosku, że to zdecydowanie za krótko. Przylatując do Tajlandii trzeba pogodzić się iż będziemy opuszczać ten kraj z ogromnym niedosytem. Co jest piękne ponieważ daje nam powód aby tutaj jeszcze wrócić. Poza tym ja zawsze powtarzam, że lepiej czuć niedosyt niż przesyt. Na Samui zatrzymaliśmy się przy jednej ze słynnych plaż Lamai znajdująca się po wschodniej części wyspy. Niestety dwa dni to naprawdę za mało, żeby odwiedzić wszystkie polecane miejsca, dlatego my skupiliśmy się na wschodniej części, którą zwiedziliśmy wynajętym w hotelu skuterem, jazda tym jednośladowcem należy tutaj do atrakcji i jest wręcz obowiązkowa. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wioska rybacka Bophut - Fischerman’s Village, która została założona przez Chińczyków, którzy osiedlili się tutaj i zajęli rybołówstwem. Podczas spaceru wąskimi uliczkami między starymi drewnianymi budynkami można poczuć dawną atmosferę tego miejsca. Poza tym poczujemy tutaj również typowo turystyczny klimat, domy chińskich rybaków przerobione zostały na hotele, restauracje, kawiarnie oraz sklepy z pamiątkami. Tak czy inaczej klimat tutaj jest wyjątkowy, nowoczesność łączy się ze starą tajską kulturą, którą możemy podziwiać podczas pysznego posiłku w lokalnej knajpce. Mnie najbardziej do gustu przypadł bar COCO TAMS, przy którym zamiast wysokich hokerów możemy pobujać się na huśtawce lub pochillować na wielkich poduchach na plaży. Lokal posiada również elegancką część restauracyjną, z której również roztacza się niesamowity widok na morze gdzie możemy podziwiać rajskie zachody słońca, a do tego w tle klubowy klimat u moją ulubioną muzyką, Jak dla mnie miejsce idealne, nie chciałam stamtąd odejść. Drugiego dnia odwiedziliśmy plaże Chaweng najsłynniejszą na całej wyspie, która jednak nie zrobiła na Nas większego wrażenia, plaża jak plaża, długa i zatłoczona, zdecydowanie wolimy te mniej komercyjne, co jednak nie znaczy, że plaża nie jest piękna, jest tutaj równie rajski jak i w innych zakątkach Samui. Przespacerowaliśmy się również ruchliwą Soi Green Mango oraz Soi Reggae, gdzie wieczorami to tutaj życie nocne rozkwita, a muzyka gra do późnych godzin nocnych albo raczej porannych. Tego dnia pojechaliśmy odwiedzić również Wielkiego Buddę, który spogląda na nas wysoko z góry i robi ogromne wrażenie oraz jego świątynie Wat Phra Yai. Miejsce jak z bajki, nie mogłam wyjść z podziwu. Ostatni dzień zakończyliśmy w Coco Tams, pijąc zimne Mojito i podziwiając przepiękny zachód słońca. To miejsce zapadło głęboko w moim sercu. Podsumowując, Tajlandia wywarła na mnie ogromne wrażenie i spełniła moje wszystkie oczekiwania oraz pozytywnie mnie zaskoczyła. Spełniłam moje kolejne długo wyczekiwane marzenie podróżnicze i jestem ogromnie szczęśliwa, że tutaj przyleciałam. Wręcz nie umiem opisać jak bardzo szczęśliwa jestem, że choć trochę poznałam ten kraj, że musnęłam odrobinę tej niezwykłej azjatyckiej kultury. I wiecie co? Azja jest wspaniała i chciałabym tam wrócić jak najszybciej. To niesamowite ile ten kontynent ma jeszcze do zaoferowania oraz ile pięknych miejsc jest do odkrycia. Ten rozgardiasz, miliony ludzi na ulicach, tak wiele różnych kultur, pyszne street foody, świątynie… kocham świat, kocham być w samym środku tego młynu, a Tajlandia właśnie sprawiła, że czułam się jak u siebie. Pomimo, że jednak daleko od domu to sercem i ciałem tam gdzie być powinnam, czyli w podróży, kolejnej podróży życia, za która jestem niezmiernie wdzięczna!