• White Instagram Icon
  • Biały YouTube Ikona

Marrakech, Morocco

Moje pierwsze wrażenia

Maroko, Afryka. 29 Grudzień 2018 r.

Kolejna podróż na czarny ląd lecz tym razem nieco bliżej Europy co daje się odczuć już w pierwszych chwilach po wylądowaniu w Marakeszu, wpływy europejskie widać na niemal każdym kroku. Dzisiaj będzie, krótko o moich pierwszych wrażeniach, które od samego początku były bardzo pozytywne, w koło sympatyczni ludzie, czysto i ładnie. Przez chwile poczułam się jak jedna z bohaterek "Seksu w wielkim mieście 2", bo to właśnie tutaj w Marakeszu kręcono większość scen do filmu, pomimo iż bohaterki rzekomo spędzały czas w Abu Dhabi. Jeśli kojarzycie film to będziecie wiedzieć, które sceny mam na myśli. Wychodząc z lotniska w poszukiwaniu taksówki od razu czujemy klimat i atmosferę arabskiej kultury. Biegnie do Nas kilkoro taksówkarzy i każdy chce abyśmy skorzystali z ich usług, robi się małe zamieszanie bo wręcz kierowcy próbują "wyrywać sobie nas z rak" abyśmy tylko skorzystali z ich usług. Skupiamy się na jednym Panu, a reszcie grzecznie dziękujemy. Stawka za przejazd taksówką do miasta jest stała i na dzień dzisiejszy wychodzi 150 dirhamów marokańskich czyli ok. 60 zł. Jest nas czwórka, więc koszty przejazdu rozkładają nam się i cena uważam jest ok. A więc prosto z lotniska udajemy się do naszego pierwszego hotelu, gdzie spędzamy jedną noc. Więcej na temat miejsca, w którym nocowaliśmy w pierwszy dzień przeczytacie poniżej zdjęć. 

Pierwszy nocleg spędzamy w trzygwiazdkowym hotelu Marrakech Palm Club, z tymi gwiazdkami warto brać tutaj poprawkę, ale uważam, że jak na jedną czy dwie noce, hotelik warty polecenia. Co prawda stare budownictwo oraz brak luksusów w naszym apartamencie łazienka wymagałaby już remontu, ale my nie jesteśmy zbyt wymagający, więc dla Nas było ok. Hotel znalazłam jak zawsze na booking.com i miał bardzo dobre opinie lecz jego największą zaletą jest położenie. Hotel usytuowany jest 300 metrów od przepięknych ogrodów Jardin Majorelle, znanych również z tego iż należały do YSL, ale o tym w osobnym poście. Po zameldowaniu się w naszej kwaterze, krótki odpoczynek i pędzimy zwiedzać okolicę i poszukać miejsca na obiadokolację oraz jakiegoś sklepu żeby zrobić drobne zakupy. Okolica wydaję się być dosyć spokojna jak na Marrakesz lecz jednak przejście przez ulicę graniczy tutaj z cudem, nawet jeśli pieszy ma zielone światło. Gdy wreszcie nam się to udaje, znajdujemy lokalną restauracje, która może wyglądem nie zachęca, ale to w końcu Afryka, a nie instagramowy, wyimaginowany świat. Koniec końców już pod koniec pobytu jednogłośnie stwierdzamy, że to właśnie tutaj jedliśmy najpyszniejszy Tajine, czyli typową, marokańską potrawę. Przepyszną zresztą, którą delektowaliśmy się tutaj podczas całego pobytu. Tajine to pieczony kurczak (jest również wersja z wołowiną) podany w naczyniu o tej samej nazwie, w sosie z kiszonych cytryn w towarzystwie aromatycznych ziemniaczków oraz świeżych oliwek. Palce lizać! Po pysznym jedzeniu tuż obok znajdujemy Carrefour, w którym robimy drobne zakupy na wieczór. Ceny bardzo europejskie wręcz dosyć wysokie jak na Maroko. Po zakupach zbieramy się do hotelu, ponieważ ten dzień trochę nas zmęczył no i był dosyć krótki dla Nas, ponieważ przylecieliśmy z małym opóźnieniem, a przejście przez kontrolę graniczną zajęło nam ponad godzinę. Przy samym okienku poszło sprawnie, wcześniej wypełniliśmy wizy, a potem Pan urzędnik tylko spytał czy pierwszy raz jestem w Maroko, wbij pieczątkę i Ahoj przygodo. Witamy w Marrakeszu!